Feyenoord znajduje się obecnie w samym sercu niezwykle zaciętej batalii o wicemistrzostwo Holandii. Choć podopieczni Robina van Persiego wciąż utrzymują drugą lokatę w tabeli, czują na plecach oddech goniących ich rywali – przede wszystkim Ajaksu, N.E.C. Nijmegen czy FC Twente. Sytuacji nie ułatwia narastająca fala krytyki dotycząca stylu gry prezentowanego przez zespół. Luciano Valente otwarcie przyznaje, że forma drużyny po przerwie zimowej pozostaje daleka od stabilizacji, nie szczędząc przy tym krytycznych uwag pod własnym adresem.
– Moim dorobkiem w tym sezonie jest dotychczas jedna bramka i pięć asyst, z czego nie jestem usatysfakcjonowany – wyznał pomocnik w rozmowie ze stacją ESPN. – Jeśli chodzi o gole, ta liczba po prostu musi być wyższa. Zmarnowałem kilka dogodnych okazji. Z liczby asyst drugiego stopnia jestem w miarę zadowolony, ale ich również powinno być więcej. Dostrzegam w tym pewną powtarzalność, choć muszę uczciwie przyznać, że po zimie i w tym aspekcie nastąpił regres. Muszę się dalej rozwijać, ale nie zamierzam teraz gwałtownie zmieniać swojego sposobu gry.
Valente, który zanim trafił na De Kuip, zbierał szlify w akademii i pierwszym zespole FC Groningen, nie ukrywa, że obecny moment jest dla niego dużym wyzwaniem mentalnym.
– Rzeczywiście znaleźliśmy się w skomplikowanym położeniu. Dotyczy to także mnie osobiście. To trudne, ponieważ w pierwszej części sezonu potrafiłem utrzymać odpowiedni poziom mimo gorszych momentów zespołu. Po wznowieniu rozgrywek zimą mam z tym problem. Trudno jednoznacznie wskazać przyczynę. Jestem młodym zawodnikiem, wciąż na etapie nauki, a obecna sytuacja to element tego procesu, bez względu na to, jak bardzo bywa on frustrujący. Naturalnie pojawia się irytacja; daję z siebie wszystko, ciężko trenuję, ale efekty nie zawsze są widoczne na boisku. Kluczem jest jednak, by nie nakładać na siebie nadmiernej presji. Wierzę, że niebawem wrócę do swojego optymalnego rytmu – tłumaczył zawodnik.
Środkowy pomocnik czuje się współodpowiedzialny za postawę zespołu, która mimo wysokiego miejsca w lidze, rzadko w pełni przekonuje kibiców. Choć Valente stara się brać ciężar gry na siebie, on również stał się obiektem surowych ocen.
– Czasami bywa to frustrujące. Chcę robić wszystko, co w mojej mocy i wziąć odpowiedzialność za naszą grę. Ostatecznie jednak każdy wie, jak brutalny potrafi być świat futbolu. Ludzie mogą mówić, co chcą, i bywa to skrajne. Jako piłkarz w Holandii musisz liczyć się z ogromną krytyką. Komentatorzy i kibice mają do tego prawo. W tym przypadku nawet ich rozumiem, ponieważ idzie nam ciężko i punktujemy poniżej oczekiwań. Nie możemy jednak tracić z oczu nadrzędnego celu, jakim jest awans do Ligi Mistrzów. Wciąż jesteśmy na kursie, by go zrealizować, i musimy tę pozycję utrzymać – podkreślił.
Wyjaśnienia po meczu z Twente
Wiele emocji wywołały niedawne wypowiedzi Valente po przegranym starciu z FC Twente. Sugerowano w nich, że zawodnik kwestionuje taktykę zespołu. Piłkarz stanowczo jednak prostuje te doniesienia, twierdząc, że jego słowa zostały źle zrozumiane.
– Przedstawiono to tak, jakbym uważał, że nie mamy żadnego planu na grę. Tymczasem ja po prostu byłem pod ogromnym wrażeniem tego, jak zaprezentowało się wtedy Twente. Nie szczędziłem im pochwał, bo mieli świetny pomysł na ten mecz i nas zdominowali. W tamtym spotkaniu po prostu od nich odstawaliśmy. Moje słowa nie były w żadnym stopniu wymierzone w sztab szkoleniowy czy w sam klub, choć tak to natychmiast zinterpretowano. Wewnątrz drużyny nikt nie robił z tego problemu, bo trenerzy wiedzą, że krytyka nie była skierowana do nich. Wyraziłem jedynie szacunek dla klasy przeciwnika – wyjaśnił.
Według Valente, w szatni panuje zdrowa atmosfera, a zawodnicy otwarcie dyskutują o koniecznych poprawkach. – Analizujemy każde spotkanie i mówimy sobie wprost, co myślimy. Pojawiają się emocje i spięcia, ale nie stają się one tematem przewodnim na dłużej. Rozmawiamy o błędach, wyciągamy wnioski i zamykamy sprawę. To nieodłączny element sportu na najwyższym poziomie – podsumował Holender.
Komentarze (0)