Thomas van den Belt w rozmowie z Voetbal International wrócił wspomnieniami do okresu spędzonego w Feyenoordzie oraz współpracy z Arne Slotem. Pomocnik FC Twente rozegrał jeden sezon na De Kuip i podzielił się swoimi doświadczeniami związanymi z trenerem oraz pobytem w Rotterdamie. Van den Belt nie ma wątpliwości co do jakości Slota, z którym pracował w Feyenoordzie. Jak podkreśla, szkoleniowiec potrafił w wyjątkowy sposób oddziaływać na zawodników.
– Arne potrafił dotrzeć do każdego. Wielu piłkarzy Feyenoordu miało poczucie, że muszą grać i szli do niego, żeby mu to powiedzieć. Gdy już z nim porozmawiałeś, wychodziłeś z przekonaniem: ma rację, wcale nie powinienem grać. Zawsze wiedział, jak cię przekonać i jednocześnie zmotywować.
Trener robił na nim wrażenie także pod względem taktycznym. – Niewielką zmianą Arne potrafił całkowicie odwrócić przebieg meczu. Często już przed spotkaniem dokładnie tłumaczył, jak wszystko będzie wyglądać. Mecz u siebie z Lazio w Lidze Mistrzów – to było coś niesamowitego. Na treningu taktycznym precyzyjnie wskazał: to i to się wydarzy. Od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty wszystko przebiegało tak, jak zapowiadał. Jak ich środkowi obrońcy będą wychodzić wyżej, gdzie pojawią się przestrzenie, jak będziemy przez nie przechodzić, jaka będzie ich reakcja i tak dalej. To, co przewidział, rzeczywiście się wydarzyło. Niewiarygodne.
Mimo ograniczonej roli Van den Belt z uznaniem wspomina swój sezon w Rotterdamie. – To był dla mnie fantastyczny rok. Drugie miejsce, gra w Lidze Mistrzów. Mam bardzo dobre wspomnienia, zwłaszcza jeśli chodzi o to, jak funkcjonowaliśmy jako zespół. Przede mną byli jednak znakomici pomocnicy: Mats Wieffer, Quinten Timber i Calvin Stengs – wszyscy trzej byli wówczas reprezentantami kraju.
Pomocnik przyznaje również, że presja na De Kuip, podobnie jak wcześniej w PEC Zwolle, bywała odczuwalna. – W PEC i Feyenoordzie czasami mi to doskwierało. Bywało, że trudno było mi szybko zapomnieć o gorszym momencie. Mecz jednak toczy się dalej, zaraz dostajesz kolejną piłkę. Pod presją gra się jednak mniej swobodnie. Wiesz też, że po meczu media społecznościowe znów będą pełne komentarzy na twój temat. Ty dajesz z siebie wszystko na boisku, a ludzie ważący sto kilo siedzą na kanapie i po dziesięciu piwach zaczynają cię oceniać. Nie wszystko do ciebie dociera, ale do twojego otoczenia już tak. Starsze pokolenia dziennikarzy i byłych piłkarzy mogą tego nie rozumieć – jakie wiadomości dziś potrafisz dostać. To nie pomaga w lepszej grze.
Komentarze (0)