Jorien van den Herik, były prezes Feyenoordu, wystąpił w niedzielnym programie telewizyjnym poprzedzającym mecz z Go Ahead Eagles i nie szczędził klubowi krytycznych uwag. Choć wciąż regularnie pojawia się na stadionie, otwarcie wskazał na jego zdaniem problematyczną relację między sztabem szkoleniowym a władzami organizacji.
– Nie nazwałbym tego od razu punktem zapalnym, ale uważam, że Feyenoord podjął zbyt duże ryzyko. Można ryzykować, lecz wtedy trzeba być gotowym ponieść konsekwencje – stwierdził. – Zatrudniono Van Persiego, ja nigdy bym tego nie zrobił.
Były działacz wyjaśnił, że jego zastrzeżenia nie dotyczą piłkarskiej klasy szkoleniowca, lecz doświadczenia. – Sprowadzono trenera, który był znakomitym zawodnikiem, ale nie ma żadnego doświadczenia na najwyższym poziomie trenerskim. W Heerenveen nie odniósł spektakularnego sukcesu, a mimo to dostał tę posadę. To ogromne ryzyko, którego ja bym nie podjął – ocenił.
Van den Herik podkreślił, że odpowiedzialność za ewentualne niepowodzenia spoczywa na osobach decyzyjnych. – Jeśli to się nie uda, to właśnie oni muszą za to odpowiadać. Oby odniósł sukces i utrzymał drugie miejsce, bo w przeciwnym razie niektórzy w klubie będą musieli wyciągnąć wnioski wobec samych siebie. Mam na myśli radę nadzorczą i Dennisa te Kloese.
Były prezes pamięta szkoleniowca jeszcze z okresu jego kariery zawodniczej i przyznał, że nie zawsze było łatwo. – Był niesamowicie psotny i trudny. Pamiętam turniej AD sprzed lat - na boisku zachowywał się naprawdę źle. Wezwałem go wtedy do gabinetu i jasno powiedziałem: „Jeszcze raz i wylatujesz”. To zadziałało – wspominał z uśmiechem.
Van den Herik odniósł się także do struktury zarządzania klubem, zwłaszcza do funkcji pełnionych przez te Kloese. – Dennis jest dobrym dyrektorem generalnym, ale jednocześnie jest też dyrektorem sportowym. W klubie takim jak Feyenoord tych ról nie da się łączyć. Jako dyrektor generalny stajesz zbyt blisko wyników sportowych, a to nie jest dobre – ocenił.
Zwrócił uwagę, że po serii porażek działacz stał się celem gróźb, co jego zdaniem ma związek właśnie z tą podwójną funkcją. – Powinien być bardziej zdystansowany od wyników drużyny. Klub już kilka sezonów temu powinien zatrudnić osobnego dyrektora sportowego – zaznaczył. – Zdziwiło mnie też, że informacje o groźbach tak szeroko trafiły do mediów. Mnie też się to kiedyś przydarzyło, ale nikt o tym wtedy nie wiedział.
Temat Sterlinga
– Nastroje w piłce zmieniają się z dnia na dzień. To transfer bez precedensu i każdy kibic Feyenoordu ma nadzieję, że strzeli kilka goli – powiedział Van den Herik. – Zostało tylko jedenaście meczów, więc musi szybko odzyskać rytm meczowy. Sprawdziłem, kiedy ostatnio grał — w maju 2025 roku. Mówi się, że trenował indywidualnie, ale najpierw muszę to zobaczyć na boisku, to przecież normalne.
W studiu pojawiły się też inne opinie. Hans Kraay Jr. uznał transfer za dość zaskakujący i stwierdził, że przykrywa on słabe wyniki drużyny. Z kolei Bram van Polen podkreślił pozytywny wpływ medialny i mentalny.
– Niezależnie od tego, czy to chwilowy efekt, daje klubowi impuls. Ważne, by wokół drużyny działo się coś pozytywnego. Widać znów uśmiech na twarzy Van Persiego, a takie rzeczy mają znaczenie dla wizerunku klubu – ocenił.
Na koniec Van den Herik spróbował spojrzeć na sprawę z perspektywy samego piłkarza. – Myślę, że rozumiem, dlaczego wybrał Feyenoord. Długo grał w Anglii i prawdopodobnie chce wrócić na swój poziom. W Eredivisie łatwiej odzyskać formę i znów znaleźć się na radarze. Zresztą słabe wyniki nie dotyczą tylko Feyenoordu - skoro mimo sześciu porażek i kilku remisów wciąż jest drugi, to samo w sobie jest dość niezwykłe.
Komentarze (0)