Willem van Hanegem w swojej kolumnie nie pozostawia suchej nitki na Feyenoordzie po beznadziejnej porażce z PSV. Klubowa legenda nie dostrzega żadnych perspektyw w obecnym zespole i z dużą surowością ocenia zarówno styl gry, jak i rozwój drużyny oraz decyzje podejmowane wewnątrz klubu. Zdaniem Van Hanegema, jeśli Feyenoord nie zdecyduje się na wyraźną zmianę kursu, grozi mu dalsze sportowe osuwanie się.
Były pomocnik Feyenoordu kreśli wyjątkowo ponury obraz występu w Eindhoven. Jak pisze: – Po meczu z PSV na wyjeździe nie można dojść do innego wniosku niż tego, że w tym Feyenoordzie nie ma już absolutnie nic. Bezładnie wybijają piłki do przodu przez nerwowego bramkarza, licząc na Ayase Uedę, i na tym cała filozofia się kończy. PSV dało gazu przez kwadrans, a potem uznało, że wystarczy. A kiedy jako Feyenoord widzisz w pewnym momencie roześmianych rywali, bo Guus Til marnuje dobrą okazję głową, to naprawdę zaczynasz się zastanawiać: jak nisko możemy jeszcze upaść?
Van Hanegem podkreśla jednocześnie, że problemów klubu nie da się sprowadzić wyłącznie do osoby trenera. – Mówiąc uczciwie, nie sądzę, że wszystko nagle się rozwiąże, jeśli Robin van Persie odejdzie – kontynuuje na łamach Algemeen Dagblad. – Z drugiej strony gorzej niż teraz być już raczej nie może. Znacznie ponad połowa sezonu za nami, a w pobliżu Feyenoordu znajdują się kluby, które normalnie świętują jak sukces, gdy tylko uda im się awansować do baraży o europejskie puchary. Teraz one wyczuwają szansę, by wyprzedzić Feyenoord. Jeśli kierownictwo klubu naprawdę myśli: wciąż jesteśmy drudzy, Ajax też nie wygrał, więc jedziemy dalej w ten sam sposób, to równie dobrze można się poddać.
Zdaniem 80-letniego dziś Van Hanegema – urodzonego w Breskens i od dekad jednej z najbardziej opiniotwórczych postaci związanych z Feyenoordem – w klubie należy całkowicie zmienić punkt ciężkości: z tabeli ligowej na jakość gry i realny rozwój drużyny. Równie istotna jest, według niego, umiejętność przyjmowania krytyki.
– Feyenoord absolutnie nie powinien teraz patrzeć na miejsce w tabeli, tylko wyłącznie na grę i postęp. To był chyba pierwszy raz – może poza wcześniejszą porażką na wyjeździe z Go Ahead Eagles – kiedy sam Van Persie otwarcie przyznał, że to wyglądało fatalnie. Wszyscy to widzą, ale mimo wszystko ma to znaczenie. Szczególnie w Feyenoordzie, gdzie pracuje wielu ludzi, którzy traktują krytykę jak coś złego.
Były piłkarz umieszcza swoje uwagi w szerszym kontekście i uderza także w kulturę panującą wewnątrz Feyenoordu. – Tam ludzie wolą otaczać się tymi, którzy mówią im to, co chcą usłyszeć. A to w sporcie na najwyższym poziomie jest wyrokiem śmierci – stwierdza bez ogródek. – W tym sezonie dyrekcja zareagowała tylko raz: wtedy, gdy Mario Been powiedział coś, co im się nie spodobało. Been, który na De Kuip jako pierwszy wyskakuje z miejsca, gdy Feyenoord strzela gola, nagle nie mógł już jeździć z drużyną na europejskie wyjazdy.
Na zakończenie Van Hanegem spogląda w przyszłość i nie widzi powodów do optymizmu, jeśli obecna polityka klubu pozostanie bez zmian. – Jeśli Feyenoord będzie tak dalej funkcjonował, to wkrótce nikt nie będzie jeździł na europejskie wyjazdy. Ta drużyna w nadchodzących tygodniach może spaść jeszcze niżej. A jeśli ktoś naprawdę wierzy, że Jeremiah St. Juste – który, o ile dobrze zrozumiałem, w Sportingu nie mógł nawet pojawić się przy linii bocznej podczas treningów – oraz Mats Deijl są w stanie odwrócić sytuację, to znaczy, że jest naprawdę źle.
Komentarze (0)