Willem van Hanegem w swoim felietonie na łamach Algemeen Dagblad krytycznie odnosi się do obecnej sytuacji Feyenoordu oraz sposobu, w jaki w piłkarskim środowisku ocenia się wyniki i towarzyszące im okoliczności. Były piłkarz i jedna z największych ikon klubu z Rotterdamu stawia pytania dotyczące przygotowania fizycznego zespołu, braku gry w europejskich pucharach oraz skali uznania dla bieżących rezultatów w Eredivisie.
Van Hanegema irytuje zwłaszcza ton, jaki przyjmują trenerzy obejmujący nowe drużyny. – Ci szkoleniowcy zawsze zachowują się tak, jakby przejmowali jedenastu inwalidów. Robin van Persie też mówił w ten sposób, gdy rok temu zaczynał pracę w Feyenoordzie. Ten zespół nie był przygotowany fizycznie. Zgadza się. I wciąż nie jest – podkreśla 80-letni dziś były reprezentant Holandii, mistrz Europy z 1988 roku jako członek sztabu szkoleniowego.
Felietonista zwraca również uwagę na argument, że brak meczów w środku tygodnia ma działać na korzyść drużyny. – Słyszę i czytam, że teraz będzie lepiej, bo nie grają już w tygodniu. Jak można w ogóle nazywać to zaletą? Te kluby harują, żeby zdobyć miejsce w Europie, a kiedy z pucharów wylatują, nagle okazuje się, że to nie wada, tylko plus, bo mają więcej odpoczynku. A jednocześnie wszyscy piłkarze marzą o Premier League, gdzie – można odnieść wrażenie – gra się niemal codziennie – zauważa.
Van Hanegem z pewnym dystansem ocenia także wyniki NEC. Docenia ich skuteczność, ale podaje w wątpliwość trwałość obecnej formy. – NEC jest teraz wiceliderem w Holandii i owszem, strzela gole. To robią dobrze. Ale niedawno PEC Zwolle obijało w meczu z nimi poprzeczkę, Volendam odpadł z NEC z pucharu, bo nagle pozwolono odepchnąć bramkarza w powietrzu, a Heracles również miał mnóstwo okazji. Zeefuik mógł nawet skompletować hattricka. W jednej połowie – wylicza.
Zdaniem Van Hanegema presja towarzysząca NEC jest zupełnie inna niż w przypadku Feyenoordu. – Zastanawiam się więc, czy naprawdę są w stanie to utrzymać. Różnica polega na tym, że trzecie czy czwarte miejsce byłoby dla NEC świetnym wynikiem końcowym. Dla Feyenoordu już nie – oni muszą być drudzy. Dlatego rozumiałem, że cieszyli się ze zwycięstwa 0:1 – ocenia.
Obraz gry w Galgenwaard nie napawał jednak byłego pomocnika optymizmem. – Piłkarsko to oczywiście było nic przeciwko rozpaczliwie słabemu FC Utrecht. Tam chyba liczy się już tylko jedno: żeby Ron Jans dotrwał do końca. Może jednak powinni spojrzeć w tabelę, bo za chwilę mogą mieć problemy ze spadkiem. Zwłaszcza jeśli będą grać tak bez energii – stwierdza.
Na koniec Van Hanegem odnosi się do zawieszenia Timona Wellenreuthera. – A tak przy okazji: Timon Wellenreuther jest zawieszony. Pięć żółtych kartek w lutym – za dyskusje i opóźnianie gry. Przeczytajcie to jeszcze raz, bo sam ledwo w to wierzę – podsumowuje.
Komentarze (0)