Feyenoord w minionym tygodniu doznał dwóch bolesnych porażek – najpierw w Lidze Europy z VfB Stuttgart, a następnie w lidze z Go Ahead Eagles. Dla klubowej legendy Willema van Hanegema był to powód do rosnącej frustracji. Były zawodnik i trener z niedowierzaniem obserwował, jak zespół z Rotterdamu w krótkim czasie zaprzepaścił świetny początek sezonu. W podcaście Willem & Wessel Van Hanegem otwarcie wyraził swoje zaniepokojenie formą drużyny.
Według niego moment załamania był widoczny już w Deventer. – Jeśli oddajesz mecz w taki sposób, to ja tego nie rozumiem. Taki dobry początek sezonu i wszystko tracisz w jeden wieczór – to po prostu szkoda – stwierdził. Najbardziej irytowało go jednak to, jak mało zawodników Feyenoordu pojawiało się w polu karnym rywala. – Masz napastnika, ale on biega w kółko po całym boisku. Myślę sobie wtedy: zostań w szesnastce! To twoje zadanie – być tam, gdzie można wbić piłkę do siatki. A gdy już uda się przejść skrzydłem, to on jest jedynym, który tam stoi. To naprawdę irytujące – mówił.
Zdaniem „De Kromme” Feyenoordowi brakuje w takich meczach determinacji i przekonania pod bramką przeciwnika. – Trzeba wchodzić w pole karne trójką, czwórką zawodników. A co oni robią? Tylko się cofają – zauważył. Van Hanegem był również rozczarowany tym, jak drużyna prezentowała się w ofensywie w spotkaniu ze Stuttgartem. – Bramkarz Stuttgartu wcale nie chciał rozgrywać piłki. On po prostu kopał ją na oślep. To było tak dziwne, chłopie – komentował.
Legenda Feyenoordu nie szczędziła też gorzkich słów pod adresem poszczególnych zawodników, w tym Gonçalo Borgesa, który rozpoczął mecz ze Stuttgartem w wyjściowym składzie. – W tym lewoskrzydłowym naprawdę nie widzę żadnych wyjątkowych umiejętności. To nie jest piłkarz, którego chciałbym widzieć nawet jako zmiennika – ocenił. W jego opinii znacznie więcej jakości prezentuje Leo Sauer. – Sauer to po prostu dobry zawodnik, lepszy od Borgesa – dodał.
Krytyka nie ominęła także Cyle’a Larina, który w ostatnich tygodniach grał w środku pola jako zastępca Sem Steijna. Choć wielu obserwatorów chwaliło jego występy, Van Hanegem widzi to inaczej. – To nie jest pomocnik. I znowu, patrzę na niego i myślę: zrób coś, człowieku, postaraj się chociaż trochę. Piłka jest stracona, a on tylko się rozgląda – grzmiał. Według niego Feyenoord zbyt często stawia na zawodników, którzy wciąż nie prezentują odpowiedniego poziomu. – Jeśli widzę, że ktoś nie gra dobrze, to nie mogę mówić, że jest wspaniały, prawda? – pytał retorycznie.
Van Hanegem obawia się, że przez brak koncentracji i nonszalancję Feyenoord może roztrwonić szansę na sukces w tym sezonie. – Jeśli tak będziesz rozdawać mecze, to tego nie pojmuję. Tracić tak udany początek w jeden wieczór – to zwykłe marnotrawstwo – mówił. Mimo wszystko wierzy, że drużyna ma dość jakości, by wrócić na właściwe tory. – Muszą znowu grać z przekonaniem, bo inaczej po prostu oddadzą cały sezon – podsumował.
Pośród licznych uwag Van Hanegem znalazł jednak czas na komplementy. Szczególnie wyróżnił Luciano Valente, który w ostatnich tygodniach stał się ulubieńcem kibiców. – To piękny zawodnik do oglądania, sposób, w jaki się porusza... Ma prawie wszystko. A do tego chciał grać tylko w jednym klubie – w Feyenoordzie. To o czymś świadczy – podkreślił.
Były reprezentant Holandii widzi w Valente typ piłkarza, jakiego rzadko się spotyka. – To taki ofensywny Clasie. Dostrzega rzeczy, których inni nie widzą – a to jest w futbolu najpiękniejsze – mówił z uznaniem.
Według Van Hanegema Valente ma potencjał, by w przyszłości stać się ważnym ogniwem reprezentacji. – Może grać na każdej pozycji w środku pola. Potrafi szybko zagrać piłkę, gdy jest potrzeba. Frenkie de Jong to świetny piłkarz, ale nie strzela i nie asystuje. Valente może to robić – zauważył.
Na koniec wspomniał, że Feyenoord interesował się nim już lata temu. – Widziałem go jeszcze jako młodzieżowca w Groningen. Już wtedy było widać, że to piłkarz z ogromnym potencjałem. Po prostu piękny zawodnik do oglądania – zakończył Van Hanegem.
Komentarze (0)