Nie po raz pierwszy w tym sezonie Willem van Hanegem irytował się w weekend grą Feyenoordu. Mimo że rotterdamczycy dzięki zwycięstwu 1:2 nad Fortuną Sittard wykonali ogromny krok w kierunku awansu do Ligi Mistrzów, styl gry pozostawił wiele do życzenia. – Nie dało się na to patrzeć, a mimo to znów cieszysz się jak małe dziecko, że wygrali – powiedział De Kromme w podcaście Willem & Wessel.
Zdaniem Van Hanegema Feyenoord nie powinien rozpoczynać przyszłego sezonu w Lidze Mistrzów z Robinem van Persiem na ławce trenerskiej. – To nie zależy ode mnie, ale to nie byłoby dobre rozwiązanie. Jako piłkarz był znakomity, ale jako trener już nie. Kiedy wczoraj znów na to patrzyłeś, myślałeś: to przecież nie może tak wyglądać. Zaraz jeszcze wszystko pójdzie źle. A wtedy sam jesteś sobie winien – ocenił.
82-latek oczekiwał przede wszystkim większego tempa w grze. Co ciekawe, jako przykład wskazał Oussamę Targhalline, który według wielu należał do wyróżniających się zawodników w meczu z Fortuną Sittard. – To niezły piłkarz, ale musi się nauczyć, że po podaniu trzeba się dalej poruszać. Teraz tylko podchodzi do ciebie i chce natychmiast dostać piłkę z powrotem. Trzeba grać dalej – zaznaczył.
Fakt, że Feyenoord na dwie kolejki przed końcem sezonu ma pewną pozycję wicelidera, nie zwiększa optymizmu Van Hanegema. – Ciągle słyszysz: „Ale przecież jesteśmy drudzy”. A ja wtedy myślę: cieszcie się, że cały ten sezon – poza jedną czy dwiema drużynami – był po prostu słaby. Jak wysoko stoi jeszcze Holandia w Europie? – powiedział, odnosząc się do nieudanego sezonu nie tylko Feyenoordu, ale też takich klubów jak Ajax czy AZ.
Były piłkarz zwrócił również uwagę na brak radości z gry. – Na boisku tego nie widać, a na trybunach też w dużej mierze jej brakuje. Nie powinno być tak, że oglądając mecz, czujesz tylko nerwy. Chcesz widzieć zespół, który rusza do przodu. Wtedy nie wszystko musi być perfekcyjne – podsumował.
Komentarze (0)