Willem van Hanegem w swojej najnowszej felietonowej analizie na łamach Algemeen Dagblad odniósł się krytycznie do występu Feyenoordu w meczu z NAC Breda. Legendarny pomocnik klubu z Rotterdamu dostrzegł w tym spotkaniu kilka pozytywnych momentów, ale jednocześnie zauważył, że wraz z upływem czasu poziom gry Feyenoordu ponownie wyraźnie spadł.
Zdaniem Van Hanegema początek spotkania dawał kibicom powody do umiarkowanego optymizmu. – Można oczywiście spojrzeć na taki piłkarski weekend jak ten – z meczami Feyenoordu i Ajaksu, w których dochodziło do niewytłumaczalnych błędów – wyłącznie w negatywny sposób i, jak w przypadku Ajaksu, zwolnić trenera. Ale spróbuję, choć nie jest to łatwe, dostrzec również pozytywne strony. Na przykład w moim klubie, Feyenoordzie.
Były reprezentant Holandii, który przez lata był jednym z liderów drużyny z De Kuip i zdobył z nią m.in. Puchar Europy w 1970 roku, wskazał w meczu w Bredzie kilka indywidualnych punktów zaczepienia. – Można powiedzieć, że na początku meczu z NAC gra wyglądała całkiem przyzwoicie. Ueda zdobył dwie bardzo ładne bramki, Valente zaprezentował się lepiej niż ostatnio, a Bos jest tak szybki, że pewnego dnia może zostać naprawdę dobrym lewym obrońcą – być może nawet lepszym niż jego poprzednik Hartman. Trudno jednak nie przyznać, że z biegiem spotkania poziom Feyenoordu ponownie stał się przygnębiający.
Van Hanegem zwrócił uwagę na serię błędów indywidualnych, które jego zdaniem w dużej mierze zaważyły na przebiegu meczu. – U Uedy w pewnym momencie każda piłka odskakuje od nogi, Bos przez długie fragmenty sprawia niepewne wrażenie, a Valente próbuje brać na siebie zbyt wiele. A te stracone gole Feyenoordu… To po prostu nie może się zdarzyć, jeśli piłkarze zdają sobie sprawę, ile pieniędzy klub – a więc i oni sami – zarabiają dzięki awansowi do Ligi Mistrzów. Lucassen, prawy obrońca NAC, ma ma chyba z 1,55 wzrostu, a mimo to może swobodnie wyskoczyć do główki między potężnymi stoperami Feyenoordu. Jak to w ogóle możliwe? My kiedyś trenowaliśmy uderzenia głową trzy razy w tygodniu. Robiliśmy tak zwane „kopvolley”, na pełnym zaangażowaniu. W ten sposób uczyło się atakować piłkę w powietrzu.
Według 82-letniego dziś Van Hanegema liczne błędy mogą mieć związek z brakiem pewności siebie w zespole. – Te wszystkie niezrozumiałe pomyłki muszą mieć coś wspólnego z brakiem zaufania i pewności w drużynie. Jeszcze przed meczem kibice Feyenoordu w sektorze gości śpiewali „Robin, rot op”, a w przerwie i po końcowym gwizdku powtórzyli to ponownie. To oczywiście przykre, choć sam – przyznaję – też mam trudności ze zrozumieniem Van Persiego jako trenera. Nie rozumiem jednak, dlaczego on wciąż wskazuje wyłącznie na rzeczy, które rzekomo idą dobrze. Przecież tak wiele rzeczy się nie udaje.
Felietonista zwrócił także uwagę na to, że po przerwie obraz gry Feyenoordu jeszcze bardziej się pogorszył. – W drugiej połowie nawet Hadj Moussa praktycznie przestał mieć kontakt z piłką. Czasami Feyenoord jest przy piłce i widać wolną przestrzeń. Myślę wtedy: zagraj tam piłkę, a potem można coś z tego zbudować. Tymczasem piłka wędruje w zupełnie nielogicznym kierunku. Po meczu Van Persie szybko zniknął. Widziałem, jak momentalnie schodzi do tunelu prowadzącego do szatni. To było bardzo wymowne.
Komentarze (0)