Serce Willema van Hanegema krwawi. Legendarny pomocnik Feyenoordu, jeden z największych symboli klubu z Rotterdamu, po raz kolejny musiał oglądać zmagania swojego zespołu i nie kryje głębokiego niepokoju o styl gry oraz najbliższą przyszłość drużyny. W podcaście Willem & Wessel serwisu VoetbalPrimeur „De Kromme”, jak od lat nazywany jest były reprezentant Holandii, nie szczędził ostrych słów pod adresem zespołu.
Van Hanegem – mistrz Europy z 1974 roku i były mózg drugiej linii Feyenoordu – zobaczył drużynę pozbawioną wyraźnego planu. – Przez całą niedzielę próbowałem to sobie jakoś poukładać. Nam też zdarzały się mecze, które przegrywało się 1:5. Tyle że nawet wtedy nie wyglądało to tak źle jak teraz, a to jest jeszcze gorsze. W tej drużynie nie ma futbolu, zupełnie go nie ma. Oni nie wiedzą, co mają robić. Stoją z piłką i tylko biegają. Jeśli chcesz strzelić gola, musisz zadbać o odpowiednią obecność w polu karnym. Nie może być tak, że wszyscy zostają z tyłu. Do ataku, do diabła! Nawet jeśli skończy się to stratą na 0:3 – mówi bez ogródek.
Zdaniem byłego pomocnika problem nie jest chwilowy, lecz trwa od dłuższego czasu i dotyczy zarówno organizacji gry, jak i mentalności zespołu. – Najbardziej boli mnie to, że oni już od tak dawna grają tak słabo. Przecież powinni być w stanie normalnie grać w piłkę. Co ich w ogóle napędza? To, co teraz oglądamy… przecież sam fakt, że możesz wyjść na murawę De Kuip, powinien być powodem do dumy. A ja widzę piłkarzy, którzy sprawiają wrażenie, jakby myśleli: co ja tu właściwie robię? To nie może być prawda. Jeśli nie masz w sobie tego ognia, to coś jest nie tak. Spójrz na juniorów – oni wcale nie muszą być wybitni, a potrafią grać razem. Feyenoord też powinien to potrafić. Już na pozycji lewego obrońcy widać, że coś nie funkcjonuje. Zawodnik nie wie, co ma robić i biega po całym boisku bez ładu. Owszem, raz przyniosło to okazję, ale to były przypadkowe akcje. On po prostu nie wiedział, jakie jest jego zadanie – podkreśla.
Van Hanegem nie ukrywa irytacji kierunkiem, w jakim zmierza zespół w ostatnich miesiącach. – To trwa już od pewnego czasu. Nie potrafię słuchać, gdy ktoś mówi, że wcześniej było jeszcze całkiem nieźle. Wiecie, ile klub może zarobić za drugie miejsce? Około pięćdziesięciu milionów. Te pieniądze są im bardzo potrzebne. A mimo to nic się nie zmienia. Brakuje mi też zwykłej radości z gry. To powinno być widoczne we wszystkim – a teraz zupełnie tego nie widać – zaznacza.
Krytyka nie omija również władz klubu. Były reprezentant Oranje przyglądał się działaczom siedzącym obok siebie podczas meczu w Enschede i zastanawia się, czy dostrzegają to samo, co kibice. – Oni muszą to widzieć. Być może myślą dokładnie to samo co my, tylko tego nie mówią. My jesteśmy kibicami i mówimy wprost. Nie potrafię sobie wyobrazić, że jeśli jesteś człowiekiem Feyenoordu, możesz o tym milczeć. Tak po prostu nie można. To wcale nie jest przyjemne, jak to teraz wygląda. Często słyszę, że za dużo narzekam. Narzekam, bo to mój klub. Jeśli ktoś tego nie czuje, powinien poszukać sobie innego miejsca – kończy Van Hanegem.
Komentarze (0)