Niewielu jest ludzi, którzy potrafią tak trafnie i bezbłędnie odczytać tożsamość Feyenoordu jak Willem van Hanegem. Klub z Rotterdamu jest dla niego czymś więcej niż tylko miejscem pracy – to część jego życia, coś, czego nigdy naprawdę nie opuścił. I choć jego głos od lat ma ogromną wagę, to każdy, kto liczy na łagodne diagnozy czy uspokajające komentarze, może się rozczarować. W rozmowie z 1908.nl De Kromme mówi wprost: wskazuje braki, nazywa problemy i jasno określa kierunek, w którym – jego zdaniem – powinien podążać Feyenoord.
Były pomocnik nie uważa, że w obecnej kadrze brakuje jakości całkowicie. Wręcz przeciwnie – dostrzega jednostki, które potrafią zrobić różnicę. Szczególnie wyróżnia Anis Hadj Moussa. – Moja żona i najstarszy syn byli kiedyś w Arnhem, gdy Hadj Moussa grał jeszcze w Vitesse, i uznali go za naprawdę bardzo dobrego zawodnika.
Jednocześnie Van Hanegem nie ukrywa, że styl gry Algierczyka budzi w nim pewne wątpliwości. Widzi w nim piłkarza, który momentami koncentruje się zbyt mocno na indywidualnych akcjach. – Jako napastnik w pewnym momencie masz już tego dość, gdy musisz z nim grać. Jeśli dziesięć razy wychodzisz na pozycję, a on wciąż nie podaje piłki… – mówi. Chwilę później tonuje jednak swoją ocenę. – To oczywiście dobry zawodnik, przyjemny do oglądania. Ale musi wiedzieć, kiedy oddać piłkę – podkreśla.
Utracony „jad” i brak liderów
Zapytany o piłkarzy, których dziś ogląda z największą przyjemnością, Van Hanegem odpowiada bez zawahania. – Niewielu. Właściwie to tych, którzy odeszli. Wskazuje przy tym konkretne nazwiska: Quinten Timber oraz Quilindschy Hartman. – To naprawdę świetny chłopak do oglądania (Hartman – red.).
Jego diagnoza jest jasna i bezpośrednia. – Hartman i Timber to prawdziwi piłkarze Feyenoordu, mają w sobie ten ‘jad’, którego nam brakuje. Potrzebujesz jeszcze dwóch lub trzech takich zawodników, a reszta pójdzie za nimi. Wtedy wszyscy automatycznie zaczną grać lepiej.
To właśnie brak charakteru i mentalności – a nie tylko czysto piłkarskich umiejętności – Van Hanegem uznaje za jeden z największych problemów zespołu. Jednocześnie zauważa, że realia współczesnego futbolu utrudniają szybkie rozwiązanie tych kwestii. – To, co teraz się płaci, jest kompletnie absurdalne.
Ratunek w młodzieży? Nie do końca
Legenda Feyenoordu widzi nadzieję w szkoleniu młodzieży, choć i tutaj nie brakuje powodów do niepokoju. – My praktycznie nie mamy zaplecza młodzieżowego. Czasem trafi się jakiś wielki talent, ale zaraz odchodzi i na tym się kończy.
Van Hanegem podkreśla, że sam aktywnie obserwuje młodych zawodników i dostrzega potencjał, który – jego zdaniem – jest ignorowany. – Razem z synem widzę wielu utalentowanych młodych zawodników i myślimy: z niego może być dobry piłkarz. Ale kiedy się to zgłasza, nikt nawet nie chce tego sprawdzić.
Nie poprzestaje jednak na krytyce – działa. Podróżuje po kraju, ogląda mecze i rekomenduje talenty klubowi. W SC Cambuur zauważył kilku zawodników, którzy szczególnie zwrócili jego uwagę. – W SC Cambuur są trzej młodzi zawodnicy, którzy są naprawdę świetni. Prawy obrońca, prawoskrzydłowy i napastnik. Mają ogromny potencjał.
Na koniec kieruje wyraźny apel. – Uważam, że młodzi zawodnicy powinni dostawać więcej szans. To największy klub, jaki istnieje.
Media pod ostrzałem
Obecny trener Feyenoordu, Robin van Persie, wielokrotnie w trakcie sezonu zwracał uwagę na negatywny ton medialnych komentarzy wokół drużyny. Van Hanegem dostrzega ten problem i częściowo rozumie źródła krytyki, ale jednocześnie nie kryje irytacji wobec – jego zdaniem – stronniczych przekazów. – Takie ESPN, to dla mnie coś okropnego. W ich wiadomościach widać niechęć na przykład do AZ, zwróć tylko uwagę. Zawsze. Nawet w tym tygodniu znowu o AZ.
Były piłkarz nawiązuje do sytuacji po meczu AZ Alkmaar z Szachtarem Donieck, kiedy to trener zdecydował się na wystawienie rezerwowego składu. – Pamiętasz, jak Ajax w zeszłym roku grał z bardzo słabą drużyną z zagranicy i też zostawił pięciu piłkarzy w domu? Teraz tylko narzekają na AZ. Z Feyenoordem jest tak samo - zawsze dostają po głowie. To wszystko jacyś dziwni ludzie. Nie mogę tego znieść.
Mimo tej krytyki Van Hanegem zauważa, że Feyenoord wciąż cieszy się ogromną popularnością w kraju. Wspomina wizytę w Ommen, gdzie spotkał się z Guusem Hiddinkiem. – Byłem niedawno w Ommen, w klubie piłkarskim z Guusem Hiddinkiem. Było tam mnóstwo młodych chłopaków i wszyscy kibicowali Feyenoordowi. Mówiłem to już wcześniej - to naprawdę fajne. To jest piękne. Tam, gdzie mieszkam, w Bloemendaal, jest sporo takich snobów, ale nawet tam jest wielu ludzi Feyenoordu. Głównie w moim wieku, starszych, ale i tak się tego nie spodziewałem.
Krytyczna ocena Van Persiego
Van Hanegem nie unika również trudnych tematów związanych z obecnym szkoleniowcem. Jego zdaniem Robin van Persie nie powinien prowadzić zespołu w kolejnym sezonie. Wspominając własne doświadczenia trenerskie, podkreśla, jak ważna jest relacja z drużyną. – Nie, nie widziałem siebie jako trenera. Po prostu trochę grałem razem z nimi. To było w tym najfajniejsze, że wciąż mogłem być częścią gry.
– Nie stawiałem się ponad nimi. Najważniejsze jest dla mnie, żeby być szczerym wobec zawodników. Trzeba sprawić, by czuli, że są dobrymi piłkarzami - tak jak inni. To najważniejsze. Zapytany, czy widzi podobne podejście u Van Persiego, odpowiada krótko: – Nie, nie widzę tego.
Nie brakuje też bezpośrednich uwag. – Jest chłopakiem Feyenoordu i powinien się tak zachowywać. Nie mam takiego wrażenia. Nie możesz kłócić się z czterema swoimi zawodnikami. To przecież nienormalne. A był wspaniałym piłkarzem do oglądania.
Van Hanegem uważa, że problemem jest również brak budowania pewności siebie u zawodników. – Często tak bywa z byłymi świetnymi piłkarzami, że nie potrafią sprawić, by ich zawodnicy czuli się również dobrymi graczami. Nie wszyscy mogą być tacy sami. Jeśli odbierasz piłki i podajesz je nam, jesteś tak samo ważny jak ja. To jest piękno futbolu, a nie myślenie: ‘patrzcie na mnie’.
Na pytanie o przyszłość współpracy Feyenoordu z Van Persiem odpowiada jednoznacznie. – Nie sądzę. Jednocześnie kreśli obraz trenera, którego sam chętnie widziałby na De Kuip. – Kogoś, kto kocha futbol, swoich zawodników i samą grę.
Na koniec dodaje z nutą ironii, odnosząc się do współczesnych realiów piłki nożnej. – Chodzę też często na mecze Excelsioru i kiedy widzę te wszystkie dziwne rzeczy, myślę: co to właściwie jest? To wszystko jest jakieś przesadzone. Czasem aż mnie to bawi.
Komentarze (0)