Bert van Marwijk w swojej felietonowej analizie szeroko poświęca uwagę Feyenoordowi. Były trener klubu z Rotterdamu i były selekcjoner reprezentacji Holandii przygląda się aktualnej sytuacji zespołu z De Kuip, koncentrując się przede wszystkim na dwóch letnich wzmocnieniach, które znajdują się na zupełnie różnych etapach rozwoju sportowego. Zdaniem Van Marwijka Feyenoord pokazuje w tym sezonie zarówno wyraźny promyk nadziei, jak i trudną, wymagającą cierpliwości rzeczywistość.
– Valente jest największym jasnym punktem Feyenoordu – pisze Van Marwijk na łamach De Telegraaf. Były szkoleniowiec zwraca uwagę na to, jak szybko pomocnik zdołał dostosować się do poziomu gry w rotterdamskim klubie. – Oczywiście to boisko musi to ostatecznie zweryfikować, ale już teraz widać, że tę różnicę poziomów pokonał pozornie bardzo łatwo. To właśnie uważam za najbardziej pozytywny aspekt w przypadku Valente. Jego rozwój postępuje błyskawicznie, choć wciąż nie wiadomo, czy będzie w stanie wykonać kolejny krok – z Feyenoordu do miejsca w reprezentacji Oranje, na przykład w meczu mistrzostw świata w Ameryce. Tam pojawia się zupełnie inna presja, tempo gry jest jeszcze wyższe, a pojedynki znacznie bardziej fizyczne. Mimo to Valente sprawia wrażenie zawodnika, który może temu sprostać.
Znacznie bardziej zniuansowany obraz Van Marwijk rysuje w odniesieniu do Sema Steijna. Podkreśla on wyraźną różnicę pomiędzy grą w klubie ze ścisłego zaplecza czołówki a występami w barwach Feyenoordu. – To, że jeden wyróżniający się zawodnik w zespole z 'zaplecza czołówki' różni się od drugiego, najlepiej widać właśnie na przykładzie Sema Steijna. Feyenoordu nie da się porównywać z FC Twente. Dla niego to niezwykle ważna faza rozwoju – moment, w którym okaże się, czy wykona ten kluczowy skok jakościowy, czy nie. W grudniu doszła jeszcze kontuzja, a wtedy zawodnik musi mierzyć się nie tylko z obciążeniem mentalnym, lecz także fizycznym.
Van Marwijk osadza sytuację Steijna w szerszym kontekście i odwołuje się do wcześniejszych sezonów w Rotterdamie. – Także pod wodzą Arne Slota było widać, że niektórzy zawodnicy potrzebowali czasu, by odnaleźć się w zespole, albo po bardzo obiecującym początku zaliczali wyraźny regres – zauważa. Jako przykład przywołuje Matsa Wieffera, który przez pierwsze miesiące regularnie rozpoczynał mecze na ławce rezerwowych.
Komentarze (0)