Robin van Persie po stracie punktów przez Feyenoord nie szczędził krytyki pod adresem swojej drużyny. Szkoleniowiec zauważył, że mimo wystarczającej liczby okazji, jego zespół nie zdołał rozstrzygnąć losów spotkania. Wskazał przy tym przede wszystkim na niechlujność w operowaniu piłką oraz brak odpowiedniego wyjścia na pozycję.
– Volendam miało dwie lub trzy stuprocentowe szanse wynikające z naszych strat lub momentów przejścia – rozpoczął swoją analizę Van Persie. – To sytuacje, których wolisz unikać, ale one zawsze mogą się zdarzyć. Przyczyn musimy szukać przede wszystkim u siebie. Mieliśmy dziś wystarczająco dużo okazji, by zdobyć bramkę, ale w drugiej połowie nasza gra stała się bardziej chaotyczna. Zabrakło nam spokoju i ruchu bez piłki. Dzięki temu zyskuje się większą kontrolę nad meczem, więc winę za to ponosimy wyłącznie my.
W końcówce spotkania najlepszą okazję na zapewnienie trzech punktów drużynie miał Aymen Sliti, jednak nie zdołał skierować piłki głową do siatki. – Ta piłka musiała przynajmniej lecieć w światło bramki. Bramkarz często porusza się wraz z jej lotem, więc odsłonięty zostaje dalszy róg. Wymagam uderzenia w bramkę, bo to było świetne dogranie Watanabe i dobre wyjście Slitiego.
Największym rozczarowaniem jest fakt, że Feyenoord nie strzelił ani jednego gola, o czym Van Persie wspomniał w rozmowie z ESPN. – Powinniśmy wykreować więcej, choć to, co stworzyliśmy, i tak wystarczyłoby do zdobycia bramki. Chłopaki pracowali bardzo ciężko, co każdy mógł dostrzec. Musieliśmy jednak ułatwić sobie zadanie, lepiej utrzymując się przy piłce. Ma to również związek z tym, co robią zawodnicy z przodu. Muszą oni wykonywać „brudną robotę”, by tworzyć wolne przestrzenie.
W przyszłym tygodniu Feyenoord może stanąć przed widmem utraty drugiego miejsca w przypadku porażki, ale Van Persie nie patrzy na sytuację w ten sposób. Cel jest jasny – zwycięstwo. – W nadchodzącym tygodniu zrobimy wszystko, co w naszej mocy. To będzie zupełnie inne spotkanie, ponieważ NEC prezentuje inny styl gry. Nie mogę się już doczekać, to będzie dla nas ważny sprawdzian.
Praca sędziów
Robin van Persie mocno ubolewa nad pracą arbitrów, co szkoleniowiec Feyenoordu zaznaczył, zwłaszcza na konferencji. Jednocześnie menedżer uważa, że jego zespół nie ma powodów do wstydu po rozczarowującym występie na KRAS Stadion.
Sędzia Allard Lindhout zdecydował się w niedzielne popołudnie na bardzo liberalne prowadzenie zawodów. Arbiter dopuścił do twardej, fizycznej gry, rzadko sięgając po kartki; Van Persie był jednym z nielicznych, którzy zostali ukarani żółtym kartonikiem. Trener uznał bowiem, że sędzia pozwalał na zbyt wiele i zaprezentował się słabo. Po meczu Van Persie nie chciał rozwodzić się nad pracą Lindhouta, ale wyraźnie dał do zrozumienia, że jest nią zirytowany. – Ostatecznie uważam, że trzeba patrzeć na siebie. Ale nie miałem poczucia, że sędziowanie nam dziś sprzyjało, ujmijmy to w ten sposób – powiedział na antenie ESPN.
„Czy VAR w ogóle tam był?”
Podczas konferencji prasowej Van Persie szerzej odniósł się do sytuacji, podając za przykład swojego napastnika, Ayase Uedę. – Uważam, że to nieuczciwe wobec Ayase. Rywale grają przeciwko niemu bardzo ostro, a on naprawdę nigdy nie otrzymuje od sędziego żadnej decyzji na swoją korzyść. Żadnego rzutu wolnego czy karnego. Nic! To wręcz nieprawdopodobne. Zasługuje na znacznie większą ochronę, czego mi dzisiaj zabrakło – stwierdził Van Persie. – Czy VAR w ogóle tam był? Tak? Naprawdę? Dobrze wiedzieć – zakończył cynicznie.
„Wstydźcie się”
Rozczarowujący podział punktów wywołał frustrację wśród kibiców Feyenoordu, którzy udali się na mecz wyjazdowy. „Wstydźcie się” – skandowano z sektora gości po końcowym gwizdku. Van Persie nie zgadza się jednak z tak surową oceną. – Nie. Pracowali ciężko, co każdy widział. Mogliśmy sobie ułatwić zadanie, gdybyśmy pewniej czuli się przy piłce.
Komentarze (0)