Robin van Persie nie chce zbyt długo zatrzymywać się przy emocjach związanych z faktem, że to właśnie on pozwolił swojemu synowi zadebiutować w pierwszej drużynie Feyenoordu. Shaqueel van Persie rozegrał swoje pierwsze minuty w Lidze Europy przeciwko Celticowi, a następnie zadebiutował w Eredivisie w meczu z Telstarem. Van Persie podkreśla jednak, że podchodzi do tego w pełni profesjonalnie i liczy, że media będą robiły to samo.
Według trenera decyzja o wprowadzeniu Shaqueela była podyktowana wyłącznie sytuacją boiskową. W końcówce spotkania zawodnicy ofensywni znajdowali się już na granicy wytrzymałości, a Feyenoord potrzebował świeżych sił, by utrzymać wynik. Van Persie zaznacza przy tym, że ocenia swojego syna dokładnie tak samo jak każdego innego członka drużyny.
- Decyzje podejmuję jako trener, nie jako ojciec. Skupiam się na swojej pracy, żeby on mógł skupić się na swojej - wyjaśnia w rozmowie z NOS.
Trener precyzuje również, że nie kierował się żadnym dodatkowym sentymentem: - Ueda był zmęczony, Valente także. Musieliśmy podjąć decyzję i wpuściliśmy świeże nogi na ostatnie dziesięć minut. To była jedyna przyczyna mojego wyboru. Ten moment dumy już minął — w czwartek było to coś wyjątkowego, ale teraz po prostu wykonujemy swoją pracę, nic więcej. Oczywiście cieszę się, że mogę trenować własnego syna, ale w zespole traktuję go jak jednego z piłkarzy. Mówiłem to już kilka razy: kiedy jest w Feyenoordzie, nie jest moim synem. Tak to widzę i tak on chce być traktowany. Jestem dumny ze wszystkich moich zawodników, patrzę na nich jak na własne dzieci. Od dziś przyjmijmy więc, że nie mam jednego syna grającego w Feyenoordzie, tylko dwudziestu pięciu.
Van Persie odniósł się również do tego, jak ocenił samą zmianę Shaqueela w meczu z Telstar. Stracona bramka sprawiła, że końcówka była znacznie trudniejsza dla całej drużyny, co ograniczyło jego możliwości pokazania pełni umiejętności.
- Było w porządku, choć wiele zależało od przebiegu spotkania. Po golu Telstar każdemu zawodnikowi grało się trudniej. Musisz cofnąć się do niskiego bloku, bo rywal tylko wrzuca piłki w pole karne. Liczysz na kontratak — i raz nam się to udało. Chłopcy walczyli do końca i to jest najważniejsze: dobry zespół poznaje się po tym, że potrafi przetrwać takie momenty i walczyć o każdy metr boiska.
Shaqueel van Persie po debiucie w Eredivisie
Do debiutu w lidze odniósł się też sam zainteresowany. - Cieszę się, że mogłem po raz pierwszy zagrać w Eredivisie. Nie wiedziałem, czy na pewno dostanę szansę, więc trzeba być gotowym na wejście w każdej chwili - powiedział młody napastnik w rozmowie z ESPN. W końcówce spotkania przedłużał grę, za co otrzymał żółtą kartkę. Po meczu śmiał się z tej sytuacji: - Normalnie nie jestem typem, który tak robi, ale czasem trzeba. Końcówka była trudna, musieliśmy dowieźć wynik do końca.
Shaqueel dodał również, że nie czuje, aby był traktowany w drużynie w inny sposób niż reszta: - Trener traktuje mnie tak samo jak wszystkich i tak właśnie powinno być. To ode mnie zależy, czy pokażę swoją wartość i udowodnię, że jestem dobrym piłkarzem. Z tatą świetnie się dogadujemy i współpracujemy już od dawna. Dla moich kolegów z zespołu to też nie jest żaden problem.
Komentarze (0)