Robin van Persie spodziewa się w ten weekend niezwykle wymagającej przeprawy. Choć piłkarscy eksperci i kibice raczej upatrują w ekipie z De Kuip faworyta starcia z NAC Breda, 42-letni trener tonuje nastroje. Szkoleniowiec podkreśla, że wizyta na Rat Verlegh Stadion to wyzwanie, którego nie wolno lekceważyć.
– Uważam wyjazd do Bredy za jeden z najtrudniejszych przystanków w całym ligowym kalendarzu. Mówię to z pełną powagą, a moje przekonanie wynika z kilku fundamentalnych czynników. Kluczowy jest specyficzny styl gry gospodarzy, niezwykle gorąca atmosfera na trybunach oraz fakt, że mecze tam często zamieniają się w prawdziwą sportową bitwę. To będzie dla nas prawdopodobnie największy test w ostatnim czasie, ale osobiście nie mogę się go doczekać. Wiem, że otoczenie dopisuje nam trzy punkty jeszcze przed gwizdkiem, jednak w rzeczywistości o zwycięstwo nie będzie tak łatwo – tłumaczy Van Persie.
Trener spodziewa się konfrontacji opartej na fizyczności. Porównuje sytuację NAC do ekipy Telstar, zauważając, że ich miejsce w tabeli nie oddaje jakości prezentowanej na boisku. Mimo że ewentualne potknięcie nie pozbawi jego drużyny fotela wicelidera, Van Persie nie zamierza szukać wymówek. Przypomina zeszłoroczny remis i podkreśla, że forma fizyczna oraz lista kontuzji w jego zespole również będą miały znaczenie w kontekście niedzielnego starcia.
W poszukiwaniu analogii Van Persie sięga do swoich bogatych doświadczeń z boisk angielskich, gdzie jako filar Arsenalu i Manchesteru United mierzył się z wyspiarską szkołą futbolu.
– Kiedyś w Anglii symbolem trudnych wyjazdów były ekipy Stoke City, Blackburn Rovers czy nieco wcześniej Bolton Wanderers. To były mecze wyczerpujące psychicznie i fizycznie, z których bardzo często wracaliśmy bez kompletu punktów. Mieliśmy ogromne problemy z ich siłowym stylem gry i perfekcyjnie egzekwowanymi stałymi fragmentami. NAC stosuje podobne środki: są groźni przy rzutach rożnych, błyskawicznie przechodzą do kontrataku i często operują długą piłką. To dla topowego klubu zawsze jest twardy orzech do zgryzienia. Choć nasi rywale zajmują obecnie szesnastą lokatę, w wielu spotkaniach zasłużyli na znacznie więcej. Moim zdaniem powinni mieć o dwanaście punktów więcej i tam właśnie ich sytuuję w swojej hierarchii – analizuje szkoleniowiec.
Cierpliwość wobec Raheema Sterlinga
Podczas spotkania z mediami nie zabrakło pytań o formę Raheema Sterlinga. Doświadczony Anglik, który dołączył do drużyny niedawno, zaliczył dotychczas jedynie dwa wejścia z ławki rezerwowych. Van Persie apeluje jednak o zachowanie odpowiedniego kontekstu.
– Głęboko wierzę w Raheema i jestem bardzo zadowolony z postępów, jakie robi. Musimy pamiętać, że on jest dopiero w trzecim tygodniu swojego okresu przygotowawczego. Niektórzy zdają się o tym zapominać, ale ja, jako trener, muszę brać to pod uwagę. To, że poprzeczka wisi wysoko, jest oczywiste – wymagania dotyczące pracy w defensywie i ataku są dla niego jasne, identyczne jak dla Justina Bijlowa czy Quilindschy’ego Hartmana w przeszłości. Jestem przekonany, że wraz ze wzrostem kondycji, jego wpływ na naszą grę będzie ogromny – zapewnia trener.
Sytuacja Sterlinga budzi naturalne emocje wśród pozostałych skrzydłowych. Gonçalo Borges i Aymen Sliti nie kryją rozczarowania brakiem minut na boisku. Van Persie kwituje to krótko: – To zdrowa reakcja. Rozumiem ich złość, ale moją rolą jest podejmowanie decyzji i rozliczanie zawodników z konkretnych zadań, które stawiam przed graczami na tej pozycji.
Kredyt zaufania dla Ayase Uedy
Na szpicy wciąż będziemy oglądać Ayase Uedę. Mimo że reprezentant Japonii w 2026 roku nie wpisał się jeszcze na listę strzelców, Van Persie potwierdził, że napastnik wybiegnie w podstawowym składzie przeciwko NAC. Trener w tej kwestii opiera się na własnej historii pod wodzą Sir Alexa Fergusona.
– Sam miałem kiedyś serię ponad dziesięciu meczów bez gola w barwach Manchesteru United. Nikt o tym dzisiaj nie pamięta, bo tamten sezon zakończyliśmy mistrzostwem. Wiem, co czuje napastnik w takiej chwili i jak bardzo potrzebuje wsparcia. Ferguson dawał mi wtedy poczucie bezpieczeństwa, czasem wręcz zrzucając winę za brak moich bramek na kolegów z zespołu. To może i była przesada, ale pozwoliło mi się przełamać. Dlatego Ueda ma moje pełne wsparcie – argumentuje Van Persie.
Taka decyzja oznacza, że na swoją szansę musi poczekać Casper Tengstedt. Duńczyk, który zimą rozważał zmianę otoczenia, ostatecznie został w Rotterdamie. Na ten moment musi jednak uznać wyższość Japończyka w hierarchii napastników.
Komentarze (0)