Kees van Wonderen po raz pierwszy merytorycznie odniósł się do negocjacji prowadzonych z Feyenoordem w sprawie objęcia stanowiska dyrektora technicznego. Choć były piłkarz był zainteresowany tą rolą, po serii spotkań uznał, że obecny moment nie jest odpowiedni na wejście do struktur zarządczych klubu. Tym samym jego powrót na De Kuip w roli działacza został na razie odłożony w czasie. W programie D'n Hoefcast Van Wonderen wyjaśnił, że nie wiąże już swojej przyszłości z pracą trenerską na boisku. Uważa on, że funkcja administracyjna w Feyenoordzie jest obecnie kierunkiem lepiej dopasowanym do jego ambicji.
– Na ten moment rozmowy z Feyenoordem zostały wstrzymane – przyznał. – Podczas pobytu w Twente przez dwa lata byłem asystentem, a kolejne dwa spędziłem na stanowisku menedżerskim. Pomagałem wówczas Ceesowi Lokowi, który był dyrektorem technicznym, więc mam już pewne doświadczenie w tym obszarze. Później wróciłem do roli asystenta, aż w końcu zacząłem pracować na własny rachunek jako pierwszy trener. To, co mnie teraz zniechęca, to ostatnie pięć lat intensywnej pracy z zespołami: dwa lata w Go Ahead Eagles, dwa w Heerenveen i rok w Schalke. Doszedłem do wniosku, że zawód trenera jest niezwykle obciążający i intensywny. Uważam, że balans w tym trybie życia jest po prostu niezdrowy.
Po latach spędzonych na ławce trenerskiej Van Wonderen czuje się gotowy na inne wyzwania w świecie futbolu. Objęcie funkcji dyrektora technicznego postrzega jako atrakcyjną perspektywę, która pozwala na inny tryb pracy. – Rola dyrektora technicznego w Feyenoordzie również wiąże się z dużą odpowiedzialnością i presją, ale jako dyrektor masz większą swobodę w planowaniu. Możesz łatwiej wyznaczyć spotkanie w innym miejscu, a weekendy meczowe nie wypełniają ci całego harmonogramu. Moim odczuciem jest, że presja na życie prywatne jest tu mniej ekstremalna. Trener musi być obecny zawsze, nieustannie żyje jutrem, analizą przeciwnika, to proces bez końca. Dyrektor techniczny pracuje bardziej procesowo – tłumaczy Van Wonderen.
Mimo pozytywnego przebiegu rozmów z władzami klubu, ostateczna decyzja rozbiła się o wyczucie czasu. Van Wonderen podkreśla, że choć czuje się kompetentny do objęcia tej funkcji, dobro drużyny walczącej o ligowe cele było priorytetem.
– Odbyliśmy dobre rozmowy. Myślę, że ta funkcja do mnie pasuje i widziałem w niej ciekawe wyzwanie. Być może nie spełniam wszystkich wymogów pod względem doświadczenia na tym konkretnym stanowisku, ale funkcjonuję w piłce od wielu lat i pełniłem różne funkcje na różnych poziomach. Znam ten klub i jego dynamikę. Mając wsparcie merytoryczne, które w Feyenoordzie jest na wysokim poziomie, chciałem tam coś zbudować i odcisnąć swoje piętno – zaznaczył.
Kluczowym czynnikiem okazał się jednak moment sezonu. Feyenoord znajduje się obecnie w decydującej fazie rozgrywek, a Van Wonderen nie chciał wprowadzać niepotrzebnego zamieszania w strukturach klubu.
– Mieliśmy wejść do klubu na dziesięć kolejek przed końcem sezonu. Drużyna zajmuje drugie miejsce i w takiej sytuacji każdy musi mieć stuprocentową pewność co do podejmowanych decyzji. Jeśli tak nie jest, nie należy tworzyć niepokoju i wchodzić w nową rolę na siłę. Uznałem, że lepiej to odsunąć w czasie, ponieważ walka o wicemistrzostwo jest dla klubu zbyt ważna, by forsować zmiany kadrowe. W takim projekcie wszyscy – nie tylko ja, ale też Dennis i Robin – muszą działać wspólnie, w sposób, który każdemu odpowiada. Trzeba mieć do siebie kompletne zaufanie, wspierać się i pomagać sobie nawzajem. Jeśli ten fundament nie jest jeszcze gotowy, należy poczekać. Zobaczymy, jak potoczą się dalsze losy – podsumował.
Komentarze (0)