Sytuacja Robina van Persiego w Feyenoordzie pozostaje przedmiotem nieustannych dyskusji. Podczas gdy krytyka pod adresem szkoleniowca nie słabnie, dyrektor generalny i techniczny Dennis te Kloese niemal całkowicie unika obecności w mediach. Według obserwatora klubu, Martijna Krabbendama, jest to sytuacja zastanawiająca, a kierownictwo powinno właśnie teraz zabrać głos.
Krabbendam zauważa, że Te Kloese deklarował wcześniej chęć rozmowy z mediami po zakończeniu okienka transferowego. – Zapowiadał, że po zamknięciu okna usiądzie z nami, aby omówić tę kwestię. Dotąd go nie widziałem ani nie słyszałem. Feyenoord argumentuje teraz: przecież był obecny na przyjęciu noworocznym. Moim zdaniem to nie jest przekonujące. W tej chwili trzeba wyjść przed szereg i chronić Van Persiego, tymczasem on chyba leży w łóżku z naciągniętą na głowę kołdrą. Co komunikuje Feyenoord? Nic! Po prostu liczą na to, że sytuacja sama się poprawi. Zaciągają zasłony i od czasu do czasu sprawdzają, czy na zewnątrz wciąż świeci słońce.
Zdaniem dziennikarza Van Persie w kwestiach komunikacyjnych jest w dużej mierze pozostawiony sam sobie. – Van Persie twierdzi, że czuje wewnętrzne wsparcie, ale w ośrodku treningowym jest osamotniony. Nie ma tam nikogo, kto powiedziałby wprost: Robin, nie dzieje się dobrze. On to wszystko przetrwa tylko dlatego, że klub sam nie wie, kogo innego mógłby zatrudnić. Nie mają też gwarancji, że z następcą sytuacja faktycznie uległaby poprawie.
Dodatkowo, według przedstawiciela Voetbal International, istotną rolę w utrzymaniu trenera na stanowisku odgrywają kwestie finansowe. – Każdy inny szkoleniowiec o mniejszym statusie już dawno musiałby opuścić De Kuip. On cieszy się dodatkowym kredytem zaufania i ma to szczęście, że wcześniej musiano już zwolnić Priske. To generuje koszty – trzeba było go wykupić, opłacić asystentów, a na koniec wypłacić ogromną odprawę. Licznik bije. Powtórzenie tego scenariusza po raz kolejny w ciągu dwunastu miesięcy byłoby już lekką przesadą.
Kontuzje i sztab
Na koniec Krabbendam zwraca uwagę na rolę sztabu medycznego oraz specjalistów od przygotowania fizycznego. Wydaje się, że Stadionowi robią niewiele w kwestii licznych urazów w kadrze. – Kilka osób ze sztabu performance odeszło, ale część wciąż tam pracuje. To oczywiście nie może być tylko kwestia pecha. Co ciekawe, za czasów Slota problem ten nie był tak dotkliwy. Myślę, że kluczowa jest tu relacja między doświadczonym trenerem a tym sztabem. Trzeba umieć poruszać się w określonych ramach.
– Van Persie jest początkującym trenerem i to wszystko się na siebie nakłada. Priske również prowadził treningi w inny sposób, niż ten, do którego zawodnicy przywykli u Slota. W ten sposób wpada się w błędne koło, z którego trudno wyjść. Jeden uraz prowadzi do kolejnego i z tym problemem borykają się do dziś. Tyle że nie można traktować tego jako usprawiedliwienia – podsumowuje dziennikarz.
Komentarze (0)