Anis Hadj Moussa zdecydował się na przenosiny do Feyenoordu po nietypowej i – jak sam przyznaje – zaskakującej rozmowie z Arne Slotem. W wywiadzie dla Algemeen Dagblad skrzydłowy opowiedział, jak były szkoleniowiec rotterdamskiego klubu przygotował szczegółową listę elementów, które jego zdaniem wymagały poprawy w grze Algierczyka. Zamiast go zniechęcić, uwagi trenera podziałały na piłkarza motywująco. Poczuł się sprowokowany do udowodnienia swojej wartości na De Kuip. Ostatecznie jednak nie było mu dane pracować pod okiem Slota, który wkrótce potem przeniósł się do Liverpoolu.
Latem 2024 roku Feyenoord zapłacił za Hadja Moussę 3,5 miliona euro, wykupując go z belgijskiego Patro Eisden. To właśnie Slot szczególnie naciskał na ten transfer i przygotował wewnętrzną prezentację, by przekonać klubowe władze, że 24-letni lewonożny skrzydłowy będzie wartościowym wzmocnieniem. Trener odbył z zawodnikiem także osobistą rozmowę. Jak zdradza piłkarz, miał wówczas również inne opcje, ale spotkanie z holenderskim szkoleniowcem okazało się decydujące.
Rozmowa szybko przybrała nieoczekiwany obrót. – Powiedział mi, że uważa mnie za dobrego piłkarza. A potem nagle przeszedł do całej listy rzeczy, które muszę poprawić, żeby mieć szansę odnieść sukces w Feyenoordzie. Usłyszałem: jeśli pod moją wodzą nie będziesz bronił, nie będziesz grał. Jeśli nie będziesz notował asyst, nie będziesz grał. Jeśli nie dasz z siebie wszystkiego, nie będziesz grał. Jeśli nie będziesz strzelał wystarczająco dużo goli, nie będziesz grał. Jeśli nie zrobisz wystarczająco wiele, nie będziesz grał – wylicza Algierczyk.
Choć słowa Slota go zaskoczyły, jednocześnie podziałały jak impuls. – Pomyślałem: w porządku, przyjdę na De Kuip i pokażę, że potrafię to wszystko. Nie trenowałem pod jego wodzą, ale już tamtego poranka zobaczyłem, jak dobrym jest trenerem – podkreśla. W swoim pierwszym sezonie w Rotterdamie trafił pod skrzydła Briana Priske. Początkowo potrzebował czasu na aklimatyzację, jednak po kilku miesiącach wywalczył miejsce w podstawowym składzie. – Od pierwszego dnia w klubie starałem się pokazać swoje atuty. Musiałem pracować ciężej, częściej chodzić na siłownię, zostawać dłużej na boisku, wykonywać dodatkowe ćwiczenia, by stać się silniejszym fizycznie. Musiałem stać się twardszy – przyznaje.
W procesie rozwoju ogromną rolę odegrał dla niego Dávid Hancko, jeden z liderów defensywy. – Zawsze był przy mnie – mówi o słowackim obrońcy. Sam Hadj Moussa, urodzony w Paryżu skrzydłowy reprezentacji Algierii, z dumą patrzy na postęp, jaki poczynił w ciągu ostatnich półtora roku. – Ale to jeszcze nie koniec – zaznacza. W debiutanckim sezonie w barwach Feyenoordu zaznaczył swoją obecność nie tylko w Eredivisie, lecz także w Lidze Mistrzów. Przed dwumeczem 1/8 finału z Interem Mediolan sztab szkoleniowy włoskiego zespołu szczegółowo analizował atuty każdego zawodnika z Rotterdamu. Najwięcej problemów sprawiał im właśnie Algierczyk – uznano, że jako prawoskrzydłowy w posiadaniu piłki jest praktycznie nie do rozszyfrowania.
– Nie wiedziałem o tym, ale to ogromny komplement, że drużyna prowadzona przez tak znakomitego trenera jak Simone Inzaghi myślała o mnie w ten sposób – mówi z wyraźną satysfakcją. – Włoski zespół, z kraju, w którym defensywa została doprowadzona do perfekcji, tak mnie analizował – to coś pięknego. I uwierzcie mi, Bastoni to znakomity obrońca – dodaje, chwaląc swojego bezpośredniego rywala z tamtego dwumeczu. W trakcie obu spotkań wahadłowy Interu regularnie otrzymywał wsparcie Francesco Acerbiego lub Stefana de Vrija, by ograniczyć zagrożenie ze strony skrzydłowego Feyenoordu.
Ojciec Hadja Moussy w młodości sam był bliski kariery zawodowego piłkarza, jednak jego marzenia przekreśliła kontuzja odniesiona w wypadku motocyklowym. Dziś pozostaje dla syna surowym recenzentem. – Mój ojciec praktycznie zawsze mówi, że zagrałem słaby mecz. Nieważne, jak wystąpię – słyszę to samo. Czasem pytam: czego jeszcze ode mnie oczekujesz? On zawsze znajdzie coś do poprawy. Sam zawodnik dostrzega w tym pewne podobieństwo do listy Slota. – Strzelę dwa gole, a po meczu słyszę: tak, ale to mogłeś zrobić lepiej, tamto mogłeś zrobić lepiej. Przysięgam, to nigdy nie jest wystarczające – uśmiecha się.
Obecnie wicekapitan wraz z Feyenoordem walczy o drugie miejsce w tabeli. Dopóki trwa rywalizacja, nie chce wybiegać myślami w przyszłość. – Ale jeśli kiedyś odejdę, najchętniej do Anglii. Myślę, że swoim stylem gry pasowałbym także do Hiszpanii. Jednak Premier League to najlepsza liga świata – podsumowuje.
Komentarze (0)