Pieter Zwart nie szczędził słów krytyki pod adresem Robina van Persiego po porażce Feyenoordu 0:2 z FC Twente w Enschede. Redaktor naczelny Voetbal International uznał, że szkoleniowiec sam wprowadził się w taktyczny impas – zarówno decyzjami podjętymi przed pierwszym gwizdkiem, jak i reakcjami w trakcie meczu na De Grolsch Veste. Zdaniem dziennikarza sposób, w jaki Van Persie podszedł do spotkania, budzi poważne wątpliwości. – W takim momencie zaczynasz stawiać znaki zapytania przy tym, jak trener czyta mecz. Po końcowym gwizdku słyszysz wyjaśnienia i zwykle dostajesz wgląd w tok jego myślenia. Tymczasem więcej było o tym, jak sprawić, by Sterling mógł zagrać trzydzieści minut, niż o tym, jak Feyenoord ma wygrać ten mecz. Mam wrażenie, że postawiono niewłaściwe pytanie – ocenił Zwart.
Według niego plan zmian był z góry ustalony, niezależnie od rozwoju wydarzeń na boisku. – Pomijając Sterlinga: w głowie sztabu było już zapisane, że Bos zagra godzinę na lewym skrzydle, bo nie wytrzyma dziewięćdziesięciu minut, a po godzinie wejdzie Sterling na pół godziny. Wszystko było wcześniej rozrysowane, a potem zaczyna się mecz. W takiej sytuacji potrzebna jest umiejętność odwrócenia planu do góry nogami. Tego jednak zabrakło – podkreślił. Zwartowi nie spodobał się również ton Van Persiego po spotkaniu. – Słyszę go po meczu i odnoszę wrażenie, że jest z tego jeszcze dumny. Mówi w tonie: wy nie rozumiecie, że Sterling może grać tylko pół godziny i że to kosztowałoby nas dodatkową zmianę. W jego oczach było to więc dobre rozwiązanie – zauważył.
W analizie Zwart zwrócił także uwagę na konsekwencje zejścia z boiska Gijsa Smala. Van Persie dwukrotnie zdecydował się ustawić na lewej obronie zawodnika prawonożnego. W opinii dziennikarza było to o tyle zaskakujące, że Twente – z Daanem Rotsem – świadomie naciskało na Anela Ahmedhodžicia, przez co nominalny lewy obrońca Feyenoordu często pozostawał wolnym zawodnikiem w fazie budowania akcji. Do momentu kontuzji Smal był zresztą piłkarzem z największą liczbą kontaktów z piłką i wykreowanych sytuacji w zespole.
Po roszadach gra w wyprowadzeniu piłki wyraźnie się zacięła. – Widziałem dwie sytuacje, które dobrze to oddają. Najpierw wznowienie gry przez Wellenreuthera, podanie do Ahmedhodžicia, który ustawiony po lewej stronie i naciskany przez Rotsa ma piłkę przy prawej nodze, wpada w kłopoty i wybija ją w aut. Chwilę później Moder sprytnie uwalnia Lotombę. Ten ma czas i przestrzeń, ale piłka leży mu na lewej nodze i zagrywa podanie, przy którym nie ma żadnego piłkarza Feyenoordu. To właściwie podsumowuje to, co oglądałem – stwierdził.
Według Zwarta również mapa podań potwierdzała problem. Wellenreuther, Watanabe i Ahmedhodžić wymieniali między sobą krótkie podania w trójkącie, nie wprowadzając do gry linii pomocy. – Twente ustawiło to sprytnie, zmuszając Feyenoord do gry słabszą lewą stroną. Tam nie działo się nic. Na mapie podań widać było: Wellenreuther do Watanabe, ten do Ahmedhodžicia, potem z powrotem do Watanabe albo bramkarza. Mały trójkąt i poza nim nikt nie uczestniczy w grze – wyjaśnił.
Wątpliwości budzi także podział ról w środku pola. – Można było cofnąć Valente, bo po lewej stronie obok Ahmedhodžicia było miejsce na rozegranie. Z jakiegoś powodu nic takiego się nie wydarzyło. Uważam Jakuba Modera za bardzo dobrego „numer sześć”, a teraz nagle gra jako „dziesiątka”. Kraaijeveld z kolei ma występować jako defensywny pomocnik. Nie do końca widzę w tym logikę – ocenił. Zwart dostrzega w działaniach Feyenoordu powtarzający się schemat i coraz częściej podaje w wątpliwość taktyczne wyczucie Van Persiego. – Jeśli szukasz kreatywnego rozwiązania i ono zadziała, trener ma rację. Tyle że zaczyna to wyglądać jak stały wzorzec: za każdym razem wymyśla coś nowego, wypuszcza próbne balony, które ostatecznie wybuchają mu prosto w twarz – podsumował.
Komentarze (0)