Tomasz Iwan trafił do Feyenoordu latem 1995 roku jako jeden z najciekawszych polskich pomocników młodego pokolenia. Po udanym okresie w Rodzie JC Kerkrade, gdzie dał się poznać jako dynamiczny, dobrze wyszkolony technicznie zawodnik, wzbudził zainteresowanie większych klubów Eredivisie. Transfer do Rotterdamu nie był jednak zwykłą zmianą barw – towarzyszyły mu ogromne emocje, kontrowersje i wydarzenia, które na długo zapadły w pamięci holenderskich działaczy.
W momencie podpisania umowy Iwan nie był jeszcze nawet reprezentantem Polski, a mimo to Feyenoord zdecydował się na bardzo odważny ruch. Już wtedy mówiło się o nim jako o jednym z największych talentów w lidze, a klub z De Kuip widział w nim inwestycję w przyszłość. Cała operacja szybko przerodziła się jednak w prawdziwą transferową burzę.
Sprawa jego przejścia z Rody Kerkrade wywołała ogromne zamieszanie. Iwan podpisał kontrakt z Feyenoordem w sposób, który został zakwestionowany przez jego dotychczasowy klub. Do akcji musiała wkroczyć komisja arbitrażowa KNVB, a atmosfera wokół całej sytuacji była wyjątkowo napięta. Prezes Rody, Theo Pickee, nie gryzł się w język i publicznie porównywał działania Feyenoordu do metod mafijnych, co tylko podgrzewało konflikt.
W pewnym momencie sytuacja przybrała wręcz absurdalny obrót. Iwan zgłosił chorobę i na pewien czas całkowicie zniknął z radarów swojego klubu. W Rodzie podejrzewano, że ukrywa się u swojego agenta, Jana de Zeeuwa, a cała sprawa zaczęła przypominać bardziej scenariusz filmu niż standardowy transfer piłkarski. Ostatecznie Feyenoord, chcąc doprowadzić sprawę do końca, musiał sięgnąć głęboko do kieszeni.
Finalnie klub z Rotterdamu zapłacił za Polaka około 3,35 miliona dolarów, co w tamtym czasie było ogromną kwotą. Iwan stał się nie tylko najdroższym piłkarzem w historii Feyenoordu, ale również najdroższym polskim zawodnikiem, bijąc wieloletni rekord Zbigniewa Bońka. Oczekiwania wobec niego były więc ogromne.
Początki w Rotterdamie nie należały jednak do najłatwiejszych. Iwan trafił do zespołu o dużej konkurencji w środku pola, a także do ligi, która stawiała wysokie wymagania pod względem taktycznym i fizycznym. Mimo to stopniowo wywalczył sobie miejsce w rotacji i regularnie pojawiał się na boisku. W barwach Feyenoordu rozegrał łącznie 55 spotkań, zdobywając 3 bramki.
Jego styl gry opierał się na dobrej technice, mobilności i umiejętności rozegrania piłki. Nie był zawodnikiem pierwszoplanowym, ale stanowił solidne uzupełnienie składu. W wielu meczach pełnił rolę łącznika między defensywą a ofensywą, co było szczególnie istotne w systemie gry Feyenoordu w połowie lat 90. Trenerzy cenili go za pracowitość i zdyscyplinowanie taktyczne, choć brakowało mu momentami większej przebojowości, by na stałe wywalczyć miejsce w wyjściowej jedenastce.
Okres spędzony w Feyenoordzie przypadł na czas, gdy klub próbował wrócić na szczyt holenderskiej piłki. Rywalizacja w Eredivisie była bardzo wymagająca, a Feyenoord musiał mierzyć się z silnym PSV oraz Ajaksem, który w tamtym okresie święcił sukcesy także na arenie międzynarodowej. W takiej rzeczywistości Iwan zbierał cenne doświadczenie, które później zaprocentowało w dalszej karierze.
Choć jego pobyt w Rotterdamie nie był spektakularny pod względem liczb czy indywidualnych osiągnięć, odegrał ważną rolę w budowaniu swojej pozycji na rynku europejskim. To właśnie dzięki występom w Feyenoordzie zyskał rozpoznawalność, która otworzyła mu drogę do kolejnego kroku w karierze – transferu do PSV Eindhoven.
Statystyki Tomasza Iwana w Feyenoordzie
- Lata: 1995–1997
- Mecze: 55
- Bramki: 3
- Asysty: 2
- Sukcesy: brak
